W Zakładach Produkcji Licencjonowanych Pocisków Inteligentnych w Obrzeżu Pomorskim powstał pierwszy licencjonowany pocisk do granatnika przeciwpancernego typu KRS 23-78, z instrukcją obsługi w języku holuckim. Nikt w zakładach nie wiedział, dlaczego akurat w tym języku, a nie na przykład polskim. Tak wyszło.
Trzeba przyznać, że właśnie język był główną słabością marketingową i produkt okazał się klapą, nawet na czarnym rynku. Jedyny egzemplarz został zakupiony przez Organizację Ochrony Wolności Słowa na Meczach Zespołowych z Udziałem Reprezentacji Holucji zarejestrowaną jako łagodna organizacja terrorystyczna.
Jaśmin al Holuc Bolucki miał tylko odpalić pocisk i niczym się nie przejmować.
- Mam tylko odpalić pocisk i niczym się nie przejmować - pomyślał Holuc Bolucki, gdy odpalał jedyny na rynku pocisk przeciwpancerny typu KRS 23-78.
Wymierzył w kolejkę ludzi kłębiącą się przy kasach tanich linii lotniczych. Taki cel wyznaczyli mu na odprawie bojowej ludzie w czarnych maskach, czyli Hasanty, Umsał i Aghariusz.
Pocisk wystartował. Była 9.02, ponieważ zegarek Jaśmina spóźniał się dwie minuty.
- Pani wraraca na koniec kolejki, pani się uczy kultutury, jak do Barcelony chciecieć lecieć, pani! - krzyknął nieprzyjemny starszy mężczyzna o spoconym czole i dwóch nadgarstkach lewej ręki, stojący w kolejce za kobietą, która właśnie do niej wróciła z toalety.
- Ale ja panu mówiłam, że idę do toalety i że zaraz wracam - odparła zażenowana nieco kobieta Łucja Nowak, dobroduszna mama dwojga chuliganów boiskowych.
- Mówiłem na koniec, to na koniec! Kobieto, z czym do Europy, panie! - krzyknął Dwunadgarstek na tyle ostro, że inni stojący woleli nie brać udziału w szykującej się awanturze.
Niemiłek otarł spocone czoło w chwili, gdy zobaczył lecący prosto w tłum pocisk.
- Szkoda mi cię, prostaku - pomyślała pani Łucja i poszła na koniec kolejki.
- Właściwie to mi was szkoda - pomyślał Jaśmin, przymierzając się do zrobienia zdjęcia pamiątkowego.
- Szkoda mi was - pomyślał pocisk i zmienił namiary w pamięci głównej.
Lewy silniczek zaczął pracować mocniej i pocisk majestatycznie zawrócił tuż przed zamarłą ze strachu kolejką.
- Co by tu zrobić z tak pięknie rozpoczętym dniem. Po jednym dobrym uczynku, może by zrobić jeszcze jeden - pomyślał pocisk i spojrzał na przerażoną twarz Jaśmina.
Al Holuc Bolucki był nie tylko przerażony myślą, że ludzie w czarnych maskach wymierzą mu karę, ale również myślą, że karę wymierzy mu żona, za brak zdjęcia pamiątkowego. Przelotnego romansu z pociskiem nie brał pod uwagę.
A pocisk brał, ale na dwieście metrów przed celem zmienił zdanie:
- Mam tracić życie dla takiego tępego, betonowego kloca, jak on? W życiu - pomyślał KRS 23-78 i ponownie zmienił namiary.
- Czas na odpoczynek po ciężkim dniu pracy - rzekł do siebie i poleciał nad morze, gdzie wylądował profesjonalnym ślizgiem na nieuczęszczanym fragmencie poligonu wojskowego, na skarpie z pięknym widokiem na zatokę.