Starszy mężczyzna w cytrynowym czepku z wypustkami topił się już trzydzieści cztery dni. Trzepał rękami na środkowym torze i krzyczał "ratunku topię się, ratunku, ratunku, pomóżcie!".
.
- Ja nic nie wiem, ja tu tylko pilnuję, żeby ludzie sobie krzywdy nie zrobili - mówił ratownik Yanek każdemu, kto pytał o tę dosyć delikatną, ale wymagającą rozwiązania sprawę.
Dużo bardziej rozmowny był ratownik Bodo:
- Człowiek wszedł do wody właśnie mówię, że jakieś trzydzieści parę do trzydziestu kilku dni temu i zaczął się topić, ale jak tylko ruszyliśmy profesjonalnie w celach ratunkowych, to zrobił taki krzyk, że kierowniczka przyleciała i się przestraszyła. No facet po prostu nie daje do siebie podejść, czy podpłynąć inaczej, a wiecie państwo, a przepraszam, a państwo z radia?
Tak, państwo byli z radia.
- A to dobrze, bo jak z telewizji, to kierowniczka zabroniła, bo się stali klienci przestraszą na ten widok, czy coś podobnie brzmiącego, bo ona zawsze w ostatniej chwili zmienia zdanie. A więc wiecie państwo z radia jak to teraz jest - weź kogoś złap za ramię, a dwa dni później wezwanie masz do prokuratury, że naruszyłeś nietykalność osobistą i kryminał gotowy, a ja nie jestem stworzony do kryminału tylko do wody.
Ratowniczka Ludmiła miała swoje zdanie na ten temat:
- Ja to go lubię i chętnie bym mu pomogła, ale nie wiem jak. Wydaje mi się, że on ma taką potrzebę, żeby się topić nostalgicznie i ustawicznie, skoro nie może się zdecydować.
Polemizowałaby z tym kierowniczka basenu. A trzeba zaznaczyć, że należał on do najnowocześniejszych obiektów w tej dzielnicy miasta.
- Ja uważam, że ten pan się powinien w końcu zdecydować. Albo tak, albo tak. To on jest mężczyzną a ja nie. A ja dawno bym już jakąś wiążącą decyzję podjęła. Bo ten pan swoimi wątpliwościami naraża nasz obiekt na straty moralne i materialne. Przecież jesteśmy zobowiązani codziennie go żywić i musi to być specjalnie podane jedzenie w formie płynnej butelkowanej, żeby się nie rozsypało i nie zanieczyściło wody. I karetka non stop stoi pod obiektem, bo przecież nikt nie wie, kiedy temu panu przyjdzie do głowy, żeby się w końcu zachłysnąć wodą. A moi klienci żądają wyraźnych kroków z mojej strony w celu zapobieżenia. Tak, zdecydowanie żądają bardzo wyraźnych kroków.
- Zapobieżenia czemu? - spytał reporter, ale inny i już nie stacji radiowej, ale gazety codziennej, bo naczelny zainteresował się tym dziwacznym pływakiem, który dosyć dobrze powinien był wypełnić lukę w czasie wakacji parlamentarzystów.
- Zapobieżenia wielu rzeczom bardzo delikatnej natury - rozpoczęła przemowę kierowniczka, a reporter wiedział, że już nie dowie się nic konkretnego.
- No już panu mówię - mówił z uśmiechem ratownik Bodo. - Bo się klienci denerwują. Bo przecież pan Topcio, tak go nazwaliśmy, całkowicie zagradza tor do szybkiego pływania. A kierowniczka się jeszcze dodatkowo boi, że jak pan starszy się tak będzie gimnastykował przez dwa tygodnie, to komisja się nie zgodzi, żeby mistrzostwa dzielnicy w motylkowym się u nas odbyły, a wtedy to i sponsorzy się zdenerwują. No i pan Topcio się drze na całego i pływać nie daje w skupieniu.
- Rzeczywiście - powiedziała Ludmiła - przychodzą tu młodzi gniewni z pobliskiego biurowca odreagować stres w pracy i to im przeszkadza. Na nieszczęście mają wykupione przez swoje firmy karnety i się rządzą.
- Dlaczego "niestety"?
- Bo ja tego pana rozumiem. On tu raz był i nawet z nim rozmawiałam. On już jest rencistą, dzieci się wyniosły z domu i on nie wie, co ma ze sobą zrobić.
- Ten pan to chyba do księgi rekordów chce się dostać na stare lata - krzyczał z przeciwnej strony basenu Bodo.
- To ja już dziękuję, bo naczelny powiedział, że jak dzień w dzień to samo, to my się zwjamy, ale jak pan Topcio zrobi ruch w jedną albo w drugą stronę, to proszę dać znać.
- Jak ktoś na moim basenie krzyczy "ratunku" to reputacja mojego basenu spada, i proszę mi wybaczyć, ale ja się naprawdę niepokoję o moje stanowisko - powiedziała reporterowi na odchodne pani kierowniczka.
- Ja go lubię, nawet bardzo. Ten pan poczuł się niepotrzebny i dlatego zdecydował się na taki krok, a jak już zaczął tonąć, to pomyślał, że może za wcześnie na takie rozstanie. Ja widziałam, jak on pływał. Całkiem dobrze, jak na człowieka w takim wieku i w takim czepku.
- Taki w czepku niby urodzony... - parchnął ratownik Yanek i zaraz się poprawił - ...utopiony. No, ale kondycję ma wyborną, muszę przyznać.
- Nic nie rozumiesz. On chce przez to coś powiedzieć, tylko my go nie chcemy słuchać - rzuciła w jego stronę Ludmiła. Nagle oboje usłyszeli jak wielu ludzi wskakuje jednocześnie do wody i wszyscy krzyczą "ratunku, ratunku!".
- Co to znowu? - zazieleniła się ze zdenerwowania kierowniczka.
- Bilet zbiorowy z domu emeryta - powiedziała cicho Ludmiła.
.