.
Nazywam się Stefan Kula i od kiedy pamiętam, miałem zawsze przejebane. Nie żeby tak od razu na maksa, ale nic nigdy nie układało się po mojej myśli. Za to teraz mam plan i jeśli wszystko się uda, to za parę dni zostanę mordercą. Myślicie, że się boję kary albo własnego sumienia? Nic z tego moi drodzy. Żadnych tanich wzruszeń, żadnego "przebacz". Biorę sprawy w swoje ręce. Ale wszystko po kolei...
.
.
.
Dzisiaj jest poniedziałek i jak zwykle o tej porze, a dochodzi dziewiąta, wyjmuję z teczki gazetę i oddaję się lekturze prasowych doniesień. Moja koleżanka z pokoju, Maryla, przygląda mi się uważnie i próbuje odgadnąć przyczynę moich podkrążonych oczu. Pewnie myśli, idiotka, że zachlałem z kolegami albo nawąchałem się przeterminowanego LSD (nie mylić z ...). Biedaczysko, nie ma pojęcia o tym, że moje życie jest o wiele bardziej skomplikowane niż teksty z babskich czasopism, które zalegają na jej biurku przykryte najnowszymi badaniami rynku.
Cholera! Zapomniałem wam powiedzieć, że pracuję w Towarzystwie Ubezpieczeniowym "Sekwoja", na piętnastym piętrze oszklonego biurowca. Mam lęk wysokości i jeśli przypomnę sobie, że przychodzę tu już dziesiąty rok, to robi mi się słabo. Jeszcze ze trzy lata temu próbowałem oswoić się z tą sytuacją, jednak gdy podszedłem do okna, od razu zebrało mi się na wymioty i porzuciłem myśl okiełznania tej wstydliwej przypadłości. Teraz siedzę przy biurku i nie mam najmniejszej ochoty na lustrację zewnętrza. Poza tym, co tam może być ciekawego? Ulice, biurowce, samochody i morze ludzików przemieszczających się z miejsca na miejsce. Po prostu - obłęd.
No, dobrze, ale wróćmy do moich podkrążonych oczu. Otóż, moi drodzy, niech tylko spojrzę na zegarek, jakieś cztery godziny temu skończyłem lekturę powieści Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną. Zajebisty tytuł, no nie? Co prawda, nie doliczyłem się żadnego dresiarza, ale podobało mi się. Tylko ten Silny jakiś taki trochę za miękki. Spodziewałem się, że rozwali z pół osiedla i podpali komisariat (przynajmniej jeden), a tu nic. Ale narzekać nie będę, bo na głowie mam ważniejsze sprawy, a i literatura jeszcze nikogo nie zbawiła. Za to jak wychodziłem do robola, to pomyślałem, że spróbuję opisać ostatnie dni wolności. Bo jak już kropnę gościa, to mnie z miejsca zapuszkują i może być dupa zbita, bo nie liczę na to, że Minister Sprawiedliwości podrzuci mi pod celę kartkę papieru i długopis. A i koledzy mogą nie zakumać tej mojej potrzeby.
.
Jak pomyślałem, tak zrobiłem. I teraz siedzę przed komputerem i rejestruję, co mi w duszy gra. A gra, jak cholera! Muszę podsumować te dziesięć lat tyrania dla "Sekwoi" i zastanowić się, skąd wytrzasnąć giwerę. Mam przecież rachunki do wyrównania, których odpuścić niepodobna. Ale o tym, moi drodzy, później, bo słyszę, że mój telefon odleci zaraz do ciepłych krajów. A na to mu nie pozwolę!